• Wpisów:15
  • Średnio co: 33 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 16:19
  • Licznik odwiedzin:3 807 / 532 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Gdyby starczyło mi sprytu, schowałabym to głupie zawiadomienie przed powrotem taty, May i Gerada. Nie przyszło mi jednak do głowy, że matka wepchnie je do kieszeni. Wyciągnęła pismo w połowie obiadu.
– Szanowna Rodzino Singerów – zaczęła uroczyście.
Spróbowałam wyrwać jej list, ale miała za dobry refleks.
Wiedziałam, że wszyscy i tak się w końcu dowiedzą, ale jeśli odczyta jego treść w taki sposób, staną od razu po jej stronie.
– Mamo, proszę! – jęknęłam.
– Chcę to usłyszeć! – pisnęła May. Nie było w tym nic dziwnego. Chociaż wyglądała jak moja młodsza o trzy lata kopia, miałyśmy całkowicie odmienne charaktery. W odróżnieniu ode mnie była otwarta i pełna nadziei, a obecnie kompletnie stuknięta na punkcie chłopaków. Wiedziałam, że to wszystko wyda się jej strasznie romantyczne.
Poczułam, że rumienię się z zażenowania. Tata słuchał uważnie, a May niemal podskakiwała z radości. Gerad, kochane dziecko, nie przerwał jedzenia. Mama odchrząknęła i czytała dalej.
– Niedawno przeprowadzony spis powszechny potwierdził, iż w domu Państwa przebywa niezamężna dziewczyna w wieku pomiędzy szesnaście a dwadzieścia lat. Chcielibyśmy niniejszym powiadomić, iż macie Państwo okazję zasłużyć się dumnemu narodowi Illéi.
May znowu pisnęła i złapała mnie za rękę.
– To o tobie!
– Wiem, małpiatko, ale przestań, bo złamiesz mi rękę.
May nie puściła mojej dłoni i znowu zaczęła podskakiwać na krześle.
– Nasz ukochany książę Maxon Schreave w tym miesiącu będzie świętować osiągnięcie pełnoletniości – czytała dalej mama. – Nowy etap swojego życia pragnie on rozpocząć u boku partnerki, poślubiając rdzenną Córę Illéi. Jeśli Państwa córka, siostra lub podopieczna pragnęłaby zostać oblubienicą księcia Maxona i uwielbianą księżniczką Illéi, prosimy o wypełnienie załączonego formularza i przekazanie go do lokalnego Urzędu Obsługi Prowincji. Z każdej prowincji zostanie wylosowana jedna dziewczyna, która będzie miała zaszczyt poznać księcia. Uczestniczki Eliminacji zostaną na czas ich trwania zakwaterowane w Pałacu Illeańskim w Angeles. Ich rodziny otrzymają szczodrą rekompensatę – matka odczytała ostatnie dwa słowa ze szczególnym naciskiem – za swoje zasługi dla rodziny królewskiej.
Kiedy matka odczytywała list, ja przewracałam tylko oczami. Taki właśnie obyczaj dotyczył naszych książąt. Urodzone w rodzinie królewskiej księżniczki sprzedawano w małżeństwa mające umocnić relacje naszej młodej ojczyzny z innymi krajami. Rozumiałam, dlaczego tak się robi – potrzebowaliśmy sojuszników – ale i tak mi się to nie podobało. Nie byłam na szczęście świadkiem takiego spektaklu i miałam nadzieję, że ominie mnie także w przyszłości, ponieważ w rodzinie królewskiej od trzech pokoleń nie przyszła na świat żadna dziewczynka. Natomiast książęta poślubiali dziewczyny z ludu, aby podtrzymać morale nie zawsze posłusznego narodu. Myślę, że Eliminacje organizowano właśnie po to, by zbliżyć nas do siebie i przypomnieć wszystkim, że sama Illéa powstała niemalże z niczego.
Żadna z tych opcji mi się nie podobała, a myśl o tym, że miałabym stanąć do obserwowanego przez cały kraj konkursu, w którym ten nadęty mięczak wybierze sobie najefektowniejszą i najpłytszą z oferowanych dziewcząt, żeby została milczącą ładną buzią w tle jego wystąpień telewizyjnych, sprawiała, że miałam ochotę krzyczeć. Czy można było wymyśleć coś bardziej upokarzającego?
Poza tym byłam w domach wystarczająco wielu Dwójek i Trójek, żeby zyskać pewność, że nie mam ochoty stawać się jedną z nich, nie mówiąc już o Jedynce. Jeśli nie liczyć chwil, kiedy bywałam głodna, całkowicie odpowiadał mi status Piątki. To mama chciała się wspinać po drabinie społecznej, nie ja.
– To oczywiste, że będzie zachwycony Ami! Jest przecież taka śliczna – westchnęła mama.
– Proszę cię, mamo. Jestem najwyżej przeciętna.
– Jasne że nie! – wtrąciła się May. – Ja wyglądam tak samo jak ty i jestem śliczna! – Uśmiechnęła się tak szeroko, że nie potrafiłam się powstrzymać od śmiechu. Miała trochę racji, ponieważ naprawdę była prześliczna.
Nie chodziło jednak tylko o jej buzię, ale też o rozbrajający uśmiech i lśniące oczy. May promieniowała energią i entuzjazmem sprawiającym, że chciało się być tam, gdzie ona. Przyciągała do siebie ludzi, a ja, szczerze mówiąc, nie posiadałam tej jej cechy.
– Gerad, jak myślisz? Jestem śliczna? – zapytałam.
Wszyscy popatrzyli na najmłodszego członka naszej rodziny.
– Nie! Dziewczyny są paskudne.
– Gerad, proszę cię – mama westchnęła ciężko, ale widać było, że niełatwo jej zachować powagę. Trudno było się na niego złościć. – Americo, powinnaś wiedzieć, że jesteś naprawdę bardzo piękną dziewczyną.
– Skoro jestem taka ładna, to dlaczego nikt nigdy nie chciał się ze mną umawiać?
– Oczywiście, że byli tacy, którzy chcieli, ale ich przepędzałam. Moje dziewczęta są za ładne, żeby wyjść za jakieś Piątki. Kenna złapała Czwórkę a jestem pewna, że ty możesz zajść jeszcze wyżej. – Mama wypiła łyk herbaty.
– On ma na imię James, nie nazywaj go numerkiem. I od kiedy to przychodzą tu chłopcy? – Sama słyszałam, że zaczynam coraz bardziej podnosić głos. Nie przypominałam sobie żadnego chłopaka w pobliżu naszego domu.
– Od jakiegoś czasu. – Tata odezwał się po raz pierwszy, a w jego głosie brzmiała nuta żalu. Wpatrywał się w swój kubek, a ja zastanawiałam się, co go poirytowało. To, że kręcili się tu chłopcy, czy to, że znowu kłóciłyśmy się z mamą? A może to, że nie zamierzałam zgłaszać się do konkursu? Mógł się też martwić, jak daleko bym zaszła, gdybym to zrobiła?
Tata i ja byliśmy bardzo blisko. Kiedy się urodziłam, mama była chyba trochę zmęczona, więc zwykle zajmował się mną właśnie tata. Odziedziczyłam temperament po matce, ale miękkie serce po nim.
Spojrzał na mnie przelotnie i nagle zrozumiałam: nie chciał mnie o to prosić. Nie chciał, żebym brała w tym udział, ale nie potrafił zaprzeczyć, że byłoby dla nas niezwykle korzystne, gdyby udało mi się zakwalifikować choćby na jeden dzień.
– Bądź rozsądna, Ami – tłumaczyła mama. – Jestem pewna, że jesteśmy jedynymi rodzicami w kraju, którzy muszą namawiać do tego swoją córkę. Pomyśl o swojej wielkiej szansie! Możesz zostać królową!
– Mamo, nawet gdybym chciała być królową, a naprawdę nie chcę, z samej naszej prowincji zgłoszą się tysiące dziewcząt. Tysiące! Nawet gdybym jakimś cudem została wylosowana, musiałabym rywalizować z trzydziestoma czterema dziewczynami, które na pewno są znacznie lepsze w sztuce uwodzenia, niż ja będę kiedykolwiek.
Gerad nagle się ożywił.
– Co to znaczy „sztuka uwodzenia”?
– Nic takiego – odparliśmy chórem.
– To absurd, myśleć, że miałabym jakieś szanse na wygraną – zakończyłam.
Matka odsunęła krzesło, wstała i pochyliła się nad stołem.
– Ktoś musi wygrać, a ty masz takie same szanse, jak każda inna. – Rzuciła serwetkę na stół i odwróciła się. – Gerad, jak zjesz, idź się myć.
Gerad jęknął.
May jadła w milczeniu. Mój młodszy braciszek poprosił o dokładkę, ale nic nie zostało. Kiedy wstali od stołu, zaczęłam zbierać talerze, podczas gdy tata dalej siedział w milczeniu i pił herbatę. Znowu miał we włosach farbę, żółte pasemko, które sprawiło, że się uśmiechnęłam. Wstał i strzepnął okruszki z koszuli.
– Przepraszam, tato – mruknęłam, podnosząc talerz.
– Nie bądź niemądra, kiciu. Nie gniewam się na ciebie. – Uśmiechnął się ciepło i objął mnie ramieniem.
– Ja tylko…
– Nie musisz mi się tłumaczyć, skarbie. Rozumiem. – Pocałował mnie w czoło. – Muszę wracać do pracy.
Poszłam do kuchni i zaczęłam myć naczynia, ale najpierw przykryłam swoją prawie nietkniętą porcję serwetką i schowałam talerz do lodówki. Po innych zostały tylko okruszki.
 

 
Przygotowałam dla was dwie zabawy nawiązujące do książki Dary Anioła: Miasto Kości.


Pierwsza to wykreślanka z postaciami. Kto odpada jako pierwszy?




Druga zabawa to zaklepywanka ze zdjęciami.




Zdjęcia pochodzą z serialu Shadowhunters stworzonego w 2016 roku na podstawie książki.
 

 


– Niezła muzyka, co? – rzucił Simon.
Clary nie odpowiedziała. Tańczyli czy też raczej robili coś, co mogło uchodzić za taniec – dużo kiwania się w przód i w tył, od czasu do czasu gwałtowny skłon, jakby któreś z nich zgubiło szkła kontaktowe – na niewielkiej przestrzeni między grupą nastolatków w metalicznych gorsetach a młodą azjatycką parą, która obściskiwała się tak zapamiętale, że końcówki kolorowych włosów obojga splatały się ze sobą jak winorośl. Chłopak z przekłutą wargą i plecakiem w kształcie misia rozdawał darmowe tabletki ziołowej ekstazy, a jego workowate spodnie łopotały na wietrze wytwarzanym przez wiatrownicę. Clary nie zwracała uwagi na najbliższe otoczenie; obserwowała niebieskowłosego chłopaka, który przebojem wcisnął się do klubu. Teraz krążył w tłumie, jakby czegoś szukał. Coś w sposobie jego poruszania się przywodziło jej na myśl…
– Jeśli chodzi o mnie, świetnie się bawię – ciągnął Simon.
Wydawało się to mało prawdopodobne. W dżinsach i starej bawełnianej koszulce z napisem „Wyprodukowane w Brooklynie” Simon pasował do Pandemonium jak pięść do nosa. Jego świeżo umyte włosy były ciemnobrązowe zamiast zielone albo różowe, przekrzywione okulary zsunęły mu się na czubek nosa. Nie wyglądał na ponurego osobnika, kontemplującego moce ciemności, tylko na grzecznego chłopca, który wybiera się do klubu szachowego.
– Uhm – mruknęła Clary.
Doskonale wiedziała, że przyszedł do Pandemonium tylko dlatego, że ona lubiła ten klub. On sam uważał go za nudny. Właściwie ona też nie miała pewności, dlaczego to miejsce jej się podoba. Może dlatego że wszystko tutaj – ubrania, muzyka – było jak ze snu, jak z innego życia, nie tak zwyczajnego i nudnego jak prawdziwe. Poza tym, z powodu nieśmiałości najlepiej czuła się w towarzystwie Simona.
Niebieskowłosy chłopak właśnie schodził z parkietu. Wyglądał na trochę zagubionego, jakby nie znalazł osoby, której szukał. Clary przemknęła przez głowę myśl, co by się stało, gdyby do niego podeszła, przedstawiła się i zaproponowała, że oprowadzi go po klubie. Może tylko wytrzeszczyłby oczy, jeśli też był nieśmiały. A może byłby wdzięczny i zadowolony, lecz starałby się tego nie okazać, jak to chłopcy… Ona jednak wiedziałaby swoje. Może…
Niebieskowłosy nagle się wyprostował i wyraźnie ożywił, niczym pies myśliwski, który złapał trop. Clary podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła dziewczynę w białej sukni.
No tak, pomyślała, zdaje się, że o to chodziło. Powietrze zeszło z Claire, jak z przekłutego balonu. Tamta dziewczyna była wspaniała, z rodzaju tych, które Clary lubiła rysować – wysoka i smukła, z długimi czarnymi włosami opadającymi kaskadą na plecy. Na szyi miała czerwony wisiorek, widoczny nawet z tej odległości; pulsował w światłach parkietu jak serce oddzielone od ciała.
– Uważam, że dzisiaj wieczorem DJ Nietoperz wykonuje świetną robotę. Zgadasz się ze mną?
Clary przewróciła oczami. Simon nienawidził transowej muzyki. Nic nie odpowiedziała, ponieważ całą uwagę skupiła na dziewczynie w białej sukni. W półmroku, w kłębach dymu i sztucznej mgły jej jasna suknia świeciła jak latarnia morska. Nic dziwnego, że niebieskowłosy szedł za nią jak zaczarowany i niczego więcej nie dostrzegał… nawet dwóch ciemnych postaci depczących mu po piętach, kiedy lawirował przez tłum.
Clary przestała tańczyć. Zauważyła, że tamci dwaj to wysocy chłopcy w czarnych ubraniach. Nie umiałaby powiedzieć, skąd wie, że śledzą niebieskowłosego, ale była tego pewna. Widziała, jak za nim idą, ostrożnie, czujnie, z gracją. W jej piersi zaczął pączkować nieokreślony lęk.
– I chciałbym jeszcze dodać, że ostatnio bawię się w transwestytyzm i sypiam z twoją matką. Uznałem, że powinnaś o tym wiedzieć.
Dziewczyna dotarła do drzwi z napisem „Wstęp wzbroniony” i skinęła na niebieskowłosego. Oboje wśliznęli się do środka. Clary już to widywała, pary wymykające się w ciemne zakamarki klubu, żeby się obściskiwać, ale teraz sytuacja była o tyle dziwna, że tę dwójkę śledzono.
Stanęła na palcach, próbując coś dojrzeć ponad tłumem. Dwaj ubrani na czarno chłopcy stali przed zamkniętymi drzwiami i najwyraźniej się ze sobą naradzali. Jeden z nich miał jasne włosy, drugi ciemne. Blondyn sięgnął pod kurtkę i wyjął coś długiego i ostrego. Przedmiot zalśnił w stroboskopowych światłach. Nóż.
– Simon! – krzyknęła Clary, chwytając przyjaciela za ramię.
– Co? – Simon zrobił przestraszoną minę. – Wcale nie sypiam z twoją mamą. Ja tylko próbowałem zwrócić twoją uwagę. Co prawda, Jocelyn jest atrakcyjną kobietą, jak na swoje lata…
– Widzisz tamtych typków? – Pokazując ręką, Clary omal nie uderzyła niechcący czarnej dziewczyny, która tańczyła obok nich. Widząc jej wściekłe spojrzenie, rzuciła pospiesznie: – Przepraszam! Przepraszam! – Odwróciła się z powrotem do Simona. – Widzisz tamtych dwóch facetów przy drzwiach?
Simon zmrużył oczy i wzruszył ramionami.
– Nic nie widzę.
– Jest ich dwóch. Śledzą chłopaka z niebieskimi włosami…
– Tego, który wpadł ci w oko?
– Tak, ale nie o to chodzi. Blondyn wyjął nóż.
– Jesteś pewna? – Simon wytężył wzrok, ale po chwili pokręcił głową. – Nadal nikogo nie widzę.
– Jestem pewna.
Simon wyprostował się i rzucił zdecydowanym tonem:
– Sprowadzę kogoś z ochrony. Ty tutaj zostań.
I ruszył do wyjścia, przepychając się przez tłum.
Clary odwróciła się w samą porę, by zobaczyć, że blondyn wchodzi do pomieszczenia z drzwiami opatrzonymi napisem „Wstęp wzbroniony”, a jego towarzysz idzie za nim. Rozejrzała się. Simon nadal torował sobie drogę przez parkiet, ale nie posunął się zbyt daleko do przodu. Nawet gdyby teraz krzyknęła, nikt by jej nie usłyszał, a zanim przybędzie ochrona, może stać się coś strasznego. Clary przygryzła wargę i zaczęła przeciskać się przez mrowie tańczących.

---------------------------------------------------------------

Tak oto prezentuje się kolejna część Miasta Kości. Mam nadzieje, że wam się podoba.

Kolejna część pojawi się w niedzielę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 



– Chyba jaja sobie ze mnie robisz –rzucił bramkarz, zaplatając ręce na potężnej piersi. Spojrzał z góry na chłopca w czerwonej kurtce zapinanej na suwak i pokręcił ogoloną głową. – Nie możesz tego wnieść.
Mniej więcej pięćdziesiątka nastolatków stojących przed Pandemonium pochyliła się i nadstawiła uszu. Na wejście do klubu, zwłaszcza w niedzielę, długo się czekało, a w kolejce zwykle działo się niewiele. Bramkarze byli ostrzy i od razu wyłapywali każdego, kto wyglądał tak, jakby miał spowodować kłopoty.
Piętnastoletnia Clary Fray czekająca w kolejce ze swoim najlepszym przyjacielem Simonem przesunęła się odrobinę do przodu razem ze wszystkimi, w nadziei na rozrywkę.
– Daj spokój, człowieku. – Chłopak podniósł nad głowę jakiś przedmiot. Było to coś w rodzaju drewnianej pałki zaostrzonej na jednym końcu. – To część mojego kostiumu.
Wykidajło uniósł brew.
– Co to jest?
Chłopak uśmiechnął się szeroko. Zdaniem Clary wyglądał całkiem normalnie jak na bywalca Pandemonium. Włosy ufarbowane na odblaskowy niebieski kolor sterczały mu wokół głowy jak macki wystraszonej ośmiornicy, ale nie miał żadnych wymyślnych tatuaży, wielkich metalowych sztabek w uszach ani ćwieków w wargach.
– Jestem pogromcą wampirów. – Zgiął pałkę z taką łatwością, jakby to było źdźbło trawy. – Widzisz? To atrapa. Z gumy piankowej.
Jego duże oczy wydawały się trochę za bardzo zielone, były koloru płynu przeciw zamarzaniu albo wiosennej trawy. Bramkarz wzruszył ramionami, nagle znudzony.
– Dobra, wchodź.
Chłopak prześliznął się obok niego szybko i zwinnie jak węgorz. Clary podobał się jego sposób chodzenia, lekkie kołysanie ramion, potrząsanie włosami. Na takich jak on jej matka miała określenie: niefrasobliwy.
– Pomyślałaś, że jest niezły? – zapytał z rezygnacją w głosie Simon. – Tak?
Clary dźgnęła go łokciem w żebra, ale nic nie odpowiedziała.

***

W środku było pełno dymu z suchego lodu.Kolorowe światła tańczyły po parkiecie, zmieniając klub w wielobarwną bajkową krainę błękitów, jadowitych zieleni, gorących różów i złota.
Chłopak w czerwonej kurtce, z leniwym uśmiechem błąkającym się po wargach,pogłaskał długi miecz o klindze ostrej jak brzytwa. To było takie łatwe –trochę czaru rzuconego na ostrze, żeby wyglądało nieszkodliwie. Kolejny czar na oczy i w chwili, kiedy bramkarz na niego spojrzał, wejście miał pewne.Oczywiście poradziłby sobie bez tych sztuczek, ale one też były elementem zabawy: zwodzenie Przyziemnych, robienie wszystkiego otwarcie na ich oczach,rajcowanie się pustym wyrazem ich twarzy.
Chłopak przesunął wzrokiem po parkiecie, na którym w wirujących słupach dymu to znikały, to pojawiły się szczupłe nogi odziane w jedwabie albo czarne skóry.Dziewczyny potrząsały w tańcu długimi włosami, chłopcy kręcili biodrami, naga skóra lśniła od potu. Aż biła od nich witalność, fale energii przyprawiające go zawrót głowy. Pogardliwie skrzywił usta. Oni nawet nie wiedzieli, jakimi są szczęściarzami. Nie mieli pojęcia, jak to jest wegetować w martwym świecie,gdzie słońce wisi na niebie jak wypalony węgielek. Ich życie płonęło jasno jak płomień świecy… i równie łatwo było je zgasić.
Zacisnął dłoń na rękojeści miecza i wszedł na parkiet. W tym momencie od tłumu tańczących odłączyła się dziewczyna i ruszyła w jego stronę. Zmierzył ją wzrokiem. Była piękna jak na człowieka – miała długie włosy koloru czarnego atramentu i oczy jak dwa węgle. Była ubrana w sięgającą do ziemi białą suknię z koronkowymi rękawami, z rodzaju tych, które kobiety nosiły, kiedy świat był młodszy. Na szyi miała cienki srebrny łańcuszek, a na nim ciemnoczerwony wisiorek wielkości dziecięcej pięści. Wystarczyło, że zmrużył oczy, by stwierdzić, że jest cenny. Kiedy dziewczyna się do niego zbliżyła, napłynęła mu do ust ślinka. Energia życiowa pulsowała w niej jak krew tryskająca z otwartej rany. Mijając go, uśmiechnęła się i rzuciła mu prowokujące spojrzenie. Odwrócił się i ruszył za nią, czując na wargach przedsmak jej śmierci.
To zawsze było łatwe. Już czuł moc jej życia krążącą mu w żyłach. Ludzie to głupcy. Mieli coś tak cennego, a w ogóle tego nie strzegli. Oddawali swój skarb za pieniądze, za paczuszki z proszkiem, za czarujący uśmiech obcego. Dziewczyna wyglądała jak blady duch sunący przez kolorowy dym. Gdy dotarła do ściany, odwróciła się do niego z uśmiechem i uniosła suknię. Miała pod nią botki sięgające do połowy ud.
Podszedł do niej powoli. Bliskość dziewczyny wywołała mrowienie na jego skórze. Z odległości kilku kroków już nie była taka doskonała. Zobaczył rozmazany tusz pod oczami, pot sklejający włoski na karku. Poczuł jej śmiertelność, słodki odór zgnilizny. Mam cię, pomyślał.
Jej usta wykrzywił chłodny uśmiech.Przesunęła się w bok, a on zobaczył za nią zamknięte drzwi z napisem wykonanym czerwoną farbą: „Wstęp wzbroniony – Magazyn”. Dziewczyna sięgnęła za siebie,przekręciła gałkę i wśliznęła się do środka. Chłopak dostrzegł stosy pudeł,splątane kable. Rzeczywiście składzik. Obejrzał się za siebie; nikt na nie gonie patrzył. Tym lepiej, skoro zależało jej na prywatności.
Wsunął się za nią do pomieszczenia, nieświadomy tego, że jest obserwowany.

------------------------------------------------------------

Obiecałam wam pierwszą część pierwszego rozdziału Darów Anioła i oto on.
Kolejna część książki pojawi się najprawdopodobniej w następną niedzielę.


INFORMACJA
Postanowiłam, że każdy rozdział zamiast na pięć będę dzieliła na trzy części.
  • awatar Jestem Luna: Super się zapowiada :) Czekam na następną część rozdziału
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


– Ostatnie lata nie obeszły się łaskawie z twoim ojcem – syknęła matka. – Jeśli masz w sobie choć odrobinę współczucia, powinnaś o nim pomyśleć.
Tata. Jasne, naprawdę chciałam pomóc tacie, a także May i Geradowi. Wydaje mi się, że nawet mojej matce. Kiedy tak stawiała sprawę, naprawdę nie było mi do śmiechu, ponieważ zdecydowanie od zbyt dawna ledwie wiązaliśmy koniec z końcem. Zastanawiałam się, czy tata zaakceptowałby pomysł matki, gdyby jakaś kwota pieniędzy mogła poprawić naszą sytuację.
Nie żyliśmy w aż takiej niepewności, by obawiać się o przetrwanie. Nie byliśmy pogrążeni w nędzy, ale obawiam się, że niewiele nam do tego brakowało.
Nasza klasa społeczna znajdowała się blisko dna. Byliśmy artystami, a artyści i muzycy lokowali się tylko trzy szczeble ponad błotem. Dosłownie. Zarabiane przez nas pieniądze ledwie wystarczały na bieżące potrzeby i były w ogromnym stopniu uzależnione od pory roku.
Pamiętam, jak kiedyś czytałam w zniszczonym podręczniku do historii, że dawniej wszystkie najważniejsze święta były stłoczone w zimowych miesiącach. Coś o nazwie Halloween poprzedzało Święto Dziękczynienia, a potem przychodziły Boże Narodzenie i Nowy Rok, jedno za drugim.
Boże Narodzenie nie zmieniło się, bo przecież nie można zmienić daty urodzin bóstwa. Od kiedy jednak Illéa podpisała obszerny traktat pokojowy z Chinami, Nowy Rok rozpoczynał się w styczniu lub w lutym, zależnie od fazy księżyca. Wszystkie święta podziękowań i niepodległości z naszego regionu świata zlikwidowano, tworząc jeden Dzień Wdzięczności, obchodzony w lecie. Wtedy właśnie świętowaliśmy utworzenie Illéi i cieszyliśmy się z tego, że ciągle jeszcze jesteśmy na tym świecie.
Nie miałam pojęcia, czym było Halloween. Nie powróciło w żadnej postaci.
To oznaczało, że przynajmniej trzy razy do roku nasza rodzina miała mnóstwo pracy. Tata i May malowali obrazy i lepili rzeźby, które klienci kupowali na prezenty, a mama i ja występowałyśmy na przyjęciach – ja śpiewałam, ona grała na fortepianie – w miarę możności nie odmawiając nikomu. Kiedy byłam młodsza, śmiertelnie bałam się myśli o występach przed publicznością, ale teraz nauczyłam się utożsamiać z muzyką w tle. Właśnie tak widzieli nas klienci – jako coś, co ma być słychać, ale nie widać.
Gerad na razie nie odkrył w sobie żadnego talentu, ale liczył sobie dopiero siedem lat. Miał jeszcze na to czas.
Niedługo liście zaczną zmieniać kolor, a nasz maleńki świat znowu stawał się niepewny. Pięć miesięcy i tylko cztery osoby do pracy, a przy tym żadnej gwarancji zatrudnienia aż do Bożego Narodzenia.
Kiedy myślałam o życiu w ten sposób, Eliminacje wydawały mi się kołem ratunkowym, którego można by się chwycić. Ten głupi list mógł mnie wyciągnąć z ciemności, a z kolei ja mogłam pociągnąć za sobą całą rodzinę.
Popatrzyłam na matkę. Jak na Piątkę, była trochę przy kości, co wydawało się dziwne. Nie objadała się, a zresztą i tak nie mielibyśmy się czym objadać. Możliwe, że tak właśnie wygląda ciało kobiety po urodzeniu pięciorga dzieci. Jej włosy były rude, tak samo jak moje, ale przetykały je gęste pasma siwizny, które pojawiły się nagle i masowo jakieś dwa lata temu. Chociaż nie była jeszcze stara, w kącikach jej oczu widniały zmarszczki, a kiedy poruszała się po kuchni, sprawiała wrażenie przygiętej spoczywającym na jej barkach niewidzialnym ciężarem.
Wiedziałam, że spoczywa na niej ogromna odpowiedzialność i z tego właśnie powodu stara się mną tak manipulować. Nawet bez tych dodatkowych obciążeń kłóciłyśmy się dostatecznie często, ale teraz, kiedy po cichu zbliżała się jesienna pustka, coraz łatwiej było wyprowadzić matkę z równowagi. Wiedziałam, że uważa mój upór – fakt, że nie nie chciałam wypełnić głupiego formularza – za całkowicie irracjonalny.
Na tym świecie były jednak rzeczy – ważne rzeczy – które naprawdę kochałam, a ten papierek wydawał mi się murem odgradzającym mnie od moich pragnień. Może to i było głupie, może nieosiągalne, ale mimo wszystko decyzja należała do mnie. Nie chciałam poświęcić swoich marzeń, niezależnie od tego, ile znaczyła dla mnie rodzina. Poza tym już i tak dałam im z siebie wszystko.
Po tym, jak Kota się wyprowadził, a Kenna wyszła za mąż, zostałam w domu jako najstarsza z rodzeństwa i najszybciej, jak tylko mogłam, podjęłam nowe obowiązki. Robiłam, co w mojej mocy, żeby pomagać rodzicom. Układaliśmy plan odbywających się w domu lekcji tak, żeby nie kolidował z próbami, które zajmowały mi większość dnia, ponieważ starałam się opanować oprócz śpiewu grę na kilku instrumentach.
Teraz jednak, kiedy przyszedł list, cała ta codzienna praca przestawała się liczyć. W marzeniach mojej mamy byłam już królową.

------------------------------------------------------------------

Tak jak obiecałam dziś pojawiła się kolejna część Rywalek. Następny fragment książki w przyszłym tygodniu.


INFORMACJA
Ponieważ dużo osób czytało już "Rywalki" a ja chciałabym aby każdy na moim blogu znalazł coś dla siebie postanowiłam, że przepiszę również książkę "Dary Anioła: Miasto Kości". Mam nadzieję, że dzięki temu każdy będzie tu z chęcią wpadał
Pierwszy rozdział Darów Anioła pojawi się w sobotę.
  • awatar aira.: widzę że lubisz bawić się CSS bloga :) właśnie staram się reaktywować bloga z grafiką i pomocami CSS :) zapraszam ♥ :)
  • awatar LetItBe.: Szczerze mówiąc nie czytałam tego, ale wygląda ciekawie, więc może się skuszę! :) Zapraszam do mnie!
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: Kocham te książkę :D Jest niesamowita!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


Kiedy przyszedł oficjalny list, moja matka nie posiadała się ze szczęścia. Od razu uznała, że wszystkie nasze problemy zostały rozwiązane i zniknęły na zawsze. Jedyną przeszkodę w realizacji jej wspaniałego planu stanowiłam ja sama. Nie uważałam się za szczególnie nieposłuszną córkę, ale czasem trzeba było powiedzieć nie.
Nie chciałam być członkinią rodziny królewskiej ani Jedynką. Nie chciałam nawet tego próbować.
Schowałam się w swoim pokoju, miejscu dającym mi schronienie przed hałaśliwą, rozgadaną rodziną, starając się znaleźć argumenty, które by przekonały matkę. Mogłam jej szczerze powiedzieć, co o tym wszystkim myślę… Nie wydaje mi jednak się, by matka zechciała wysłuchać nawet słowa.
Unikałam jej przez całe popołudnie, ale teraz zbliżała się pora obiadowa, a jako najstarsze z pozostałych w domu dzieci byłam odpowiedzialna za pomoc w kuchni. Zwlekłam się więc z łóżka i weszłam do gniazda żmij.
Mama spiorunowała mnie wzrokiem, ale nic nie powiedziała.
W milczeniu mijałyśmy się w kuchni i jadalni, przygotowując kurczaka, makaron i krojone jabłka, a potem nakrywając stół na pięć osób. Kiedy podnosiłam głowę, matka rzucała mi gniewne spojrzenie, jakby chciała wywołać we mnie poczucie winy i zmusić, żebym zapragnęła tego samego, co ona. Postępowała tak dosyć często, na przykład kiedy wykręcałam się od przyjęcia jakiegoś zaproszenia, ponieważ wiedziałam, że zamawiająca nasze usługi rodzina jest wyjątkowo chamska, albo kiedy chciała, żebym zrobiła wielkie porządki, ponieważ nie stać nas było na wynajęcie do pomocy jakiejś Szóstki.
Czasem to działało, czasem nie. Tym razem na pewno nie zamierzałam ulegać.
Złościł ją mój upór, ale nie powinna się była dziwić – tę cechę charakteru odziedziczyłam po niej. Szczerze mówiąc, nie chodziło tu tylko o mnie. Mama ostatnio w ogóle była mocno zdenerwowana. Lato się kończyło i niedługo mieliśmy się zmierzyć z chłodem i niepewnością.
Mama z gniewnym łupnięciem postawiła na środku stołu dzbanek z herbatą. Ślinka napłynęła mi do ust na myśl o herbacie z cytryną, ale to musiało poczekać. Byłoby marnotrawstwem wypić swoją szklankę teraz i zostać z wodą do obiadu.
– Nie umarłabyś chyba, gdybyś wypełniła ten formularz – rzuciła, nie mogąc się już dłużej powstrzymać. – Eliminacje to wspaniała okazja dla ciebie i dla nas wszystkich.
Westchnęłam głośno i pomyślałam, że wypełnienie formularza tak naprawdę mogłoby mi skrócić życie.
Wszyscy wiedzieli, że rebelianci – pochodzący z nielegalnych kolonii, które nienawidziły Illéi, naszego ogromnego i stosunkowo młodego państwa – często atakują ośrodki rządowe. I to dość brutalnie. Widzieliśmy ich w akcji także w Karolinie – jeden z budynków należących do ratusza został doszczętnie spalony, a samochody kilkorga Dwójek całkowicie zniszczone. Raz nawet dopuścili się zuchwałego włamania do więzienia, ale biorąc pod uwagę, że uwolnili tylko nastolatkę, która miała pecha zajść w ciążę, oraz Siódemkę, który był ojcem dziewięciorga dzieci, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tym razem mieli rację.
Jednak nawet gdybym zignorowała potencjalne niebezpieczeństwo, wydawało mi się, że samo branie pod uwagę Eliminacji może zabić moje serce. Nie potrafiłam powstrzymać się od uśmiechu na myśl o powodach, dla których wszystko powinno zostać tak jak dotychczas.

--------------------------------------------------------------

W głosowaniu wygrała książka "Rywalki". Tak prezentuje się pierwsza część jej pierwszego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się podobała.

INFORMACJA
Ponieważ ta książka ma długie rozdziały postanowiłam, że każdy będę dzieliła na trzy części.

Kolejny już w środę
  • awatar Z kartek wyobraźni...: Musze kupić tę książkę. Muszę! Zabieram się do tego od wieków, ale nigdy nie wychodzi!
  • awatar Lady wifi ♥: Czytałam to !! JEST BOOOOOSKA ;3
  • awatar ForveDura: Czyli jednak "rywalki"... No trudno. Przypomina mi się, jak czytałam je siedząc w fotelu z gorącym kakałem xDD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Witajcie!
Na sam początek chciałabym was przeprosić za 9 dni nieobecności. Nie mam żadnej konkretnej wymówki. Chyba po prostu zbyt fajnie bawiłam się z przyjaciółmi i nie chciałam spędzać czasu przed komputerem.

Długo zastanawiałam się co zrobić. Stwierdziłam, że dopóki są wakacje, moje wpisy będą pojawiały się 2 - 3 razy w tygodniu.
Postanowiłam również, że zacznę przepisywać nową książkę. Niestety nie potrafiła zdecydować się którą, więc uznałam, że najlepiej będzie jeśli was się o to zapytam.

Książki nad którymi się zastanawiam to:
♥ Dary Anioła: Miasto Kości
♥ Rywalki

Chciałabym, żebyście napisali mi którą książkę wolelibyście przeczytać.



Jeśli chodzi o książkę "Soy Luna. Początek Lata" to nadal będę ją przepisywała.
Myślę, że pomysł z nową książką wam się spodoba i nadal będziecie do mnie wpadać

Do następnego wpisu.
  • awatar ღ Colour of your dreams ღ: Czytałam trzy części Rywalek :D Świetna książka, ale nie podoba mi się to naciąganie historii :D Obserwuję, liczę na to samo :D
  • awatar Jestem Luna: Rywalki
  • awatar RainbowxD: Nic nie szkodzi, że Cię nie było. Sama też zamierzam spędzać dużo czasu na świeżym powietrzu, więc rozumiem jak najbardziej :D. Ja bym chętnie przeczytała "Rywalki" :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Cześć kochani!
Dziś dalsza część wykreślanki. Odpadła w niej Monica. Kto następny?

 

 
Hej! Dzisiejszy wpis będzie na szybkiego, ponieważ piszę z telefonu.

W wykreślence odpadli Matteo, Miguel i pani Sharon. Kto następny?



Jutro pojawi się kolejny rozdział książki.
 

 
Cześć! Jak mija wam dzień? U mnie cały czas pada deszcz, przez co muszę siedzieć w domu. Ale mam nadzieję że niedługo przestanie padać i będę mogła wyjść z mieszkania.
Przejdźmy już może do konkretów.

W wykreślence odpada Ramiro. Kto następny?
  • awatar Silvia - Fashionable: Ten w koszuli czerwonej :P Zapraszam do siebie, wracam do prowadzenia bloga systematycznie. Dodaj, zaobserwuj, zostaw komentarz, polub, a będę wdzięczna! Pozdrawiam, Silvia. :)
  • awatar ~O wszystkim i o niczym~: Miguel tata Luny ^_^ O I livze ze odwiedzisz mnie na blogu ^_^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kochani wybaczcie, że dzisiejszy wpis pojawia się tak późno. Przez cały dzień nie było internetu. Nie wiem co się stało ale kiedy chciałam wejść na Google pisało "brak dostępu do internetu" i dopiero niedawno się pojawił z powrotem. Tak więc wpis jest tak późno.

W wykreślence Soy Luny odpadł Rej. Kto odpadnie następny?
 

 


Kiedy spojrzałam na ekran komórki, serce szybciej mi zabiło, a na twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Przeczytałam wiadomość:



To prawda, że Simon zna mnie jak własną kieszeń, podobnie jak ja jego. To mój najlepszy przyjaciel, strasznie go lubię! Znamy się od wielu lat. Jest dla mnie bardzo ważną osobą. Nie wyobrażam sobie, żeby go nie było, żeby mi nie towarzyszył, nie wysłuchał mnie i nie przytulił. Cokolwiek robię, zawsze wcześniej pytam go o radę. Jest ode mnie trochę starszy, więc umie mi wytłumaczyć wszystko w najdrobniejszych szczegółach tak, żebym zrozumiała.
Prawie dotarłam na miejsce. Umówiliśmy się w naszym ulubionym punkcie, żeby trochę pojeździć i pogawędzić. To miejsce nazywa się Malecón. Jest tam niekończąca się nadmorska promenada, z której rozciąga się niesamowity widok. Co najlepsze, zawsze można tam spotkać mnóstwo dziewczyn chłopaków, którzy też lubią jeździć na wrotkach; są też tacy, którzy wolą rower albo deskorolkę. Przyjeżdżają tu po prostu się rozerwać. O, widzę go. Jest. Całe szczęście, że przyniósł ze sobą gitarę, więc pewnie się nie nudził, gdy na mnie czekał/.
- Simon, co słychać? - zapytałam, podjeżdżając na wrotkach, i uściskałam go na powitanie.
- Wszystko wiem! Nic nie mów! Wygrałem zakład, stawiasz lody cytrynowe! - oznajmił patrząc mi w oczy z tym swoim uśmiechem, który pojawia się na jego twarzy zawsze gdy ma rację.
- Jasne! Kiedy przeczytałam wiadomość, przez chwilę myślałam, że stoisz obok i mnie obserwujesz. Znasz mnie doskonale - odparłam, usilnie starając się nie zaczerwienić, bo zawsze mi głupio, kiedy on tak na mnie spogląda.
- Wiedziałem! Nikt nie wie lepiej niż ja, co siedzi w głowie mojej przyjaciółki Luny - odpowiedział, śmiejąc się.
Umówiliśmy się na spotkanie, bo teraz, kiedy wreszcie skończyła się szkoła i zaczęły wakacje, czas wymyślić, co będziemy robić przez całe lato.
- Słuchaj, zastanawiałaś się już, co chcesz robić? - spytał nagle
Wiedziałam dokładnie, czego chcę, i byłam pewna, że dla Simona to żadna zagadka. Dlatego postanowiłam przez chwilę sobie z niego zażartować.
- A ty? Mój plan na wakacje to dać sobie spokój z jazdą na wrotkach. Koniec z wrotkami koniec z prędkością! - odpowiedziałam, starając się zachować kamienną twarz.
Nie wierzyłam, że choć przez sekundę da się nabrać. W momencie, gdy zobaczyłam wyraz jego twarzy, nie mogłam powstrzymać śmiechu i już wiedział, że to żarty.
- Że niby jak? - rzucił swój ulubiony tekst. I z tym swoim rozbrajającym uśmiechem dodał: - Nie nabierzesz mnie. Nigdy w życiu nie porzucisz wrotek. Wpadłem na pewien pomysł i chcę ci coś zaproponować.
Niesamowicie mnie tym zaskoczył. Ale znając Simona, nie powinnam się dziwić, przecież on zawsze myśli o wszystkim. Za to właśnie go lubię!
- Już obmyśliłeś cały plan?! Jaki?! Mów! - zawołałam podekscytowana.
- Pomyślałem sobie, że tyle już jeździsz na wrotkach, więc przydałyby ci się nowe. Te, które masz, nie są złe, ale uważam, że jeśli naprawdę chcesz rozwijać swoją pasję i jeździć jeszcze lepiej, potrzebujesz profesjonalnych wrotek. Będziesz czuła się pewniej, trenując nowe triki. Co o tym sądzisz? - zapytał z przejęciem.
- To świetny pomysł! - odparłam. - Sama miałam ci tylko powiedzieć, że chcę przejeździć na wrotkach całe lato, ale twój pomysł też jest super! Tylko że... skąd weźmiemy pieniądze na nowe wrotki? - spytałam, szukając jednocześnie jakiegoś rozwiązania.
Tymczasem odpowiedź Simona wydała mi się jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie usłyszałam w życiu.
- Już sobie wszystko obmyśliłem. Znajdziemy pracę. Za zarobione pieniądze kupimy ci nowe wrotki. Co o tym sądzisz? - zaproponował z taką pewnością siebie, że nie miałam wątpliwości, że wie, co mówi.
Jeszcze nie zdążył opowiedzieć mi wszystkiego, gdy ja oczami wyobraźni już widziałam, jak osiągamy nasz wspólny cel, świetnie się przy tym bawiąc.
No dobrze, ale co by to mogło być? Cóż, trzeba będzie to dobrze przemyśleć i zobaczymy, co z tego wyniknie. Jednego jestem pewna: to będzie bardzo emocjonujące. Uwielbiam wyzwania! Ale tu nie chodzi tylko o mnie. Muszę się dowiedzieć, czego chce Simon.
- A co ty byś chciał robić? - zapytałam.
- Ja? No nie wiem. Chciałbym, żebyśmy mieli ekstrawakacje i żebyś była cały czas uśmiechnięta. To mi wystarczy - odpowiedział z uśmiechem od ucha do ucha.
Ale jak to?! Nie może być tak, że chcemy zarobić pieniądze tylko na wrotki dla mnie! Musi być coś, na czym ci zależy - nalegałam. - To bardzo miłe, dzięki, ale musimy wymyślić plan dla naszej dwójki - oznajmiłam, próbując zabrzmieć bardziej serio. - Więc sprawiedliwie byłoby wymyślić również jakiś plan dla ciebie.
- Luno, uwierz, dla mnie najlepszy plan na wakacje to spędzić je z tobą i dobrze się bawić. Dopóki ty jesteś zadowolona, to ja też. Więc to jest plan dla dwojga, okej? Najważniejsze to dobra zabawa. Teraz trzeba wymyślić, gdzie moglibyśmy znaleźć jakąś pracę.
Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale pewnie szybko coś znajdziemy - przecież nie możemy stracić ani jednego dnia lata! I kiedy nad tym główkowałam, nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Już wiem! Zapytam taty, czy zna jakieś miejsce. Może on mógłby nam pomóc.
- Dobra! - przyznał Simon z entuzjazmem. - Może w jednym z domów, którymi administruje? To jest świetny pomysł. To co? Sama go zapytasz czy zrobimy to razem?
- Ja z nim porozmawiam. Zaraz do niego pojadę i go podpytam - odpowiedziałam. - Dobra, muszę lecieć. Obiecałam, że wrócę wcześniej, żeby pomóc mamie przygotować kolację. Chcesz się przyłączyć?
- Dzięki! Naprawdę trudno się oprzeć pysznościom Moniki, ale dziś nie dam rady.
Uścisnęliśmy się na pożegnanie i ruszyliśmy każde w swoją stronę. Chciałabym już być w domu. O zmierzchu towarzyszył mi niezrównany widok, więc tylko włączyłam ulubioną muzykę, założyłam słuchawki i... chwilo, trwaj! Rozpędziłam się na wrotkach najbardziej, jak się da i po kilku minutach byłam już na miejscu.
-----------------------------------------------------------------

Tak oto prezentuje się drugi rozdział. Mam nadzieję, że się wam podoba. Nie wiem jeszcze kiedy pojawi się następny ale mam nadzieję, że niedługo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam dla was wykreślankę nawiązującą do książki którą teraz przepisuję.
Jest ona z postaciami z serialu "Soy Luna". Kto odpada jako pierwszy.



(Zabawa znaleziona na internecie)
 

 


Oddycham głęboko. Wypuszczam powoli powietrze. Rozkładam ramiona szeroko, szeroko, żeby poczuć wiatr pomiędzy palcami. Wsłuchuje się, jak fale uderzają o brzeg. Czuję i wyobrażam sobie każdy szczegół wokół. Z wciąż zamkniętymi oczami zaczynam się uśmiechać. Moją twarz rozpromienia uśmiech, szeroki uśmiech. Moment gdy płuca wypełniają się letnim powietrzem, jest cudowny. Uwielbiam słuchać szumu fal. Kocham czuć piasek pod stopami. Mam wrażenie, że moje serce nie wytrzyma więcej i eksploduje ze szczęścia. Wiem, że nie mogłabym się teraz znajdować w żadnym lepszym miejscu.
Kiedy dojeżdżam nad ocean i z zamkniętymi oczami próbuję zatrzymać wiatr w rozpostartych ramionach, ludzie zaczynają mi się przyglądać. A ja po prostu uwielbiam czuć, jak wiatr muska mi twarz i rozwiewa włosy. To uczucie jest jak sen. Sen na wyłączność, którym nie dzielę się z nikim. Tylko ja o nim wiem. Dlatego kiedy otwieram czy i zdaję sobie sprawę, że ktoś mi się przypatruje, uśmiecham się jeszcze szerzej, bo ten moment jest tylko mój.
Muszę jeszcze pojeździć na wrotkach! Tak, chcę jeszcze chwilę pościgać się z wiatrem, zanim wrócę do domu. Jak zwykle straciłam poczucie czasu, więc nie mam pojęcia, jak długo byłam na dworze. Widzę tylko, że słońce powoli zachodzi, a to znak, że powinnam wracać. Dobrze jest wrócić do domu, gdzie czekają na mnie rodzice. Mmm! Na pewno mama ugotowała jedno z moich ulubionych dań. Ona wspaniale gotuje. Jestem przekonana, że gotuje najlepiej w całym Cancún! Nie, nie w całym Cancún! Najlepiej w całym Meksyku! Nie, nie w całym Meksyku! Najlepiej na świecie! Właśnie tak! Moja mama gotuje najlepiej na świecie!
Moja mama jest superfajna i troskliwa, choć bywa wymagająca. Zawsze się o mnie martwi. Chce dla mnie jak najlepiej - mam tego świadomość, bo często mi to powtarza. Rozpieszcza mnie, gdy zaczynają się wakacje. No i doskonale wie, co lubię najbardziej. Tak, wiem... to po prostu moja mama.
Obie świetnie się dogadujemy. Uwielbiam ją za to, że w każdej sytuacji wie co powiedzieć, żeby było mi lżej. Potrafi mnie wysłuchać, kiedy tego potrzebuję, a rozmowa z nią mnie uspokaja.mama zawsze mnie wspiera.
Zdarza się, że kiedy sporo się dzieje, przychodzi do mojego pokoju i rozmawiamy. Widzę, że nie zawsze wszystko rozumie. Może dlatego, że mówię bardzo szybko. Albo dlatego, że w głowie kłębi mi się tyle myśli naraz. Zupełnie jakby miliony motyli trzepotały skrzydłami, a każdy z nich był myślą, którą pragnę wypowiedzieć. Czasami też chciałabym umieć mówić szybciej, jeszcze raz szybciej, najszybciej jak tylko się da, żeby wrazić to, co czuję. A czasem marzę o tym, żeby samo wypowiedzenie myśli na głos sprawiało, że stają się one rzeczywistością.
Ach! Chyba odbiegłam od tematu, jak zwykle. Opowiadałam o mamie. Na czym stanęłam? Ach, tak! Już sobie przypomniałam, że nie wiem, się zna na tych wszystkich rzeczach, o których jaj opowiadam, ale jednego jestem pewna - stara się mnie zrozumieć. Trudno to wytłumaczyć, ale to tak, jakbyśmy porozumiewały się bez słów. Czasami mama nic nie mówi, słucha mnie tylko uważnie i przytula. Jej uścisk dodaje mi sił i sprawia, że czuje się bezpiecznie! Bardzo ją kocham! Ach, tak! Moja mama ma na imię Monika.
Kiedy idę pojeżdzić na wrotkach nad brzegiem oceanu, myślę o tych wszystkich rzeczach, które lubię robić, ale przede wszystkim rzeczach, które lubię robić, ale przede wszystkim o tym, że chciałabym móc jeździć na wrotkach bez przerwy. Nie ma dla mnie nic wspanialszego, naprawdę. To po prostu fantastyczna przyjemność i powiew wolności. Cudownie byłoby znaleźć sposób na to, żeby móc spędzać na wrotkach cały czas. Jeżeli o mnie chodzi, wszystko robiłabym na wrotkach! Nawet bym w nich spała!
Moja mama mówi, że aż dziwnie wyglądam bez wrotek na nogach. Lubię sobie wyobrażać, co by się działo w szkole, gdyby można tam było ich używać. Na dodatek wszędzie docieralibyśmy błyskawicznie.
Ojej! Która godzina? Niech spojrzę. No tak, podczas przejażdżki straciłam poczucie czasu, a już powinnam być gdzie indziej. Ale to żaden problem, bo uwielbiam prędkość. A więc zaraz będę! Odsuńcie się wszyscy! Luna Valente właśnie się rozpędza!
Znam tu wszystkie możliwe trasy do jazdy na wrotkach. Znam na pamięć każdą rysę w betonie.Wiem, kiedy zbliża się zjazd z górki albo bardzo trudne wzniesienie. Tyle jeżdżę po różnych ścieżkach, że po drodze już z daleka ludzie mnie rozpoznają i pozdrawiają. Bardzo to lubię i też chętnie ich pozdrawiam. Uważam, że to superfajne!
Choć widzę tych ludzi zaledwie przez sekundę, gdy ich mijam, czekają na mnie z uśmiechem, wołają: "Cześć!", a zaraz potem: "Do widzenia!". A gdy oglądam się za siebie, machają do mnie ręką.
Bip! Bip! To chyba SMS. Zaraz sprawdzę... To od Simona!
-------------------------------------------------------------

I tak prezentuje się pierwszy rozdział. Kolejny już niedługo...
 

 
Cześć i czołem drodzy blogerzy, blogerki, czytelnicy i czytelniczki. Mam na imię Kamila i mam 15 lat. Jest to mój pierwszy wpis na tym blogu - właściwie na jakimkolwiek blogu. Z racji tego, że to moja pierwsza notka, chcę wam przybliżyć czego moje wpisy będą dotyczyć.


Zdarzyło wam się kiedyś, że bardzo chcieliście przeczytać jakąś książkę ale nie mieliście pieniędzy aby ją kupić lub nie było jej w bibliotece? Jeśli tak to jesteście na właściwym blogu, ponieważ będę tutaj... przepisywała książki. Tak właśnie na tym blogu znajdziecie książki przepisane od deski do deski, więc jeśli macie jakieś prośby, chcielibyście abym przepisała wam konkretną książkę to piszcie w komach a ja postaram się ją tu wstawić.


Pierwsza książka jaką zajmę się tutaj to będzie "Soy Luna. Początek Lata" Jej pierwszy rozdział już jutro


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›