• Wpisów: 15
  • Średnio co: 41 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 16:19
  • Licznik odwiedzin: 4 087 / 661 dni
 
kamila147
 
ksiazka_492_9b8fb.jpg


– Niezła muzyka, co? – rzucił Simon.
Clary nie odpowiedziała. Tańczyli czy też raczej robili coś, co mogło uchodzić za taniec – dużo kiwania się w przód i w tył, od czasu do czasu gwałtowny skłon, jakby któreś z nich zgubiło szkła kontaktowe – na niewielkiej przestrzeni między grupą nastolatków w metalicznych gorsetach a młodą azjatycką parą, która obściskiwała się tak zapamiętale, że końcówki kolorowych włosów obojga splatały się ze sobą jak winorośl. Chłopak z przekłutą wargą i plecakiem w kształcie misia rozdawał darmowe tabletki ziołowej ekstazy, a jego workowate spodnie łopotały na wietrze wytwarzanym przez wiatrownicę. Clary nie zwracała uwagi na najbliższe otoczenie; obserwowała niebieskowłosego chłopaka, który przebojem wcisnął się do klubu. Teraz krążył w tłumie, jakby czegoś szukał. Coś w sposobie jego poruszania się przywodziło jej na myśl…
– Jeśli chodzi o mnie, świetnie się bawię – ciągnął Simon.
Wydawało się to mało prawdopodobne. W dżinsach i starej bawełnianej koszulce z napisem „Wyprodukowane w Brooklynie” Simon pasował do Pandemonium jak pięść do nosa. Jego świeżo umyte włosy były ciemnobrązowe zamiast zielone albo różowe, przekrzywione okulary zsunęły mu się na czubek nosa. Nie wyglądał na ponurego osobnika, kontemplującego moce ciemności, tylko na grzecznego chłopca, który wybiera się do klubu szachowego.
– Uhm – mruknęła Clary.
Doskonale wiedziała, że przyszedł do Pandemonium tylko dlatego, że ona lubiła ten klub. On sam uważał go za nudny. Właściwie ona też nie miała pewności, dlaczego to miejsce jej się podoba. Może dlatego że wszystko tutaj – ubrania, muzyka – było jak ze snu, jak z innego życia, nie tak zwyczajnego i nudnego jak prawdziwe. Poza tym, z powodu nieśmiałości najlepiej czuła się w towarzystwie Simona.
Niebieskowłosy chłopak właśnie schodził z parkietu. Wyglądał na trochę zagubionego, jakby nie znalazł osoby, której szukał. Clary przemknęła przez głowę myśl, co by się stało, gdyby do niego podeszła, przedstawiła się i zaproponowała, że oprowadzi go po klubie. Może tylko wytrzeszczyłby oczy, jeśli też był nieśmiały. A może byłby wdzięczny i zadowolony, lecz starałby się tego nie okazać, jak to chłopcy… Ona jednak wiedziałaby swoje. Może…
Niebieskowłosy nagle się wyprostował i wyraźnie ożywił, niczym pies myśliwski, który złapał trop. Clary podążyła za jego wzrokiem i zobaczyła dziewczynę w białej sukni.
No tak, pomyślała, zdaje się, że o to chodziło. Powietrze zeszło z Claire, jak z przekłutego balonu. Tamta dziewczyna była wspaniała, z rodzaju tych, które Clary lubiła rysować – wysoka i smukła, z długimi czarnymi włosami opadającymi kaskadą na plecy. Na szyi miała czerwony wisiorek, widoczny nawet z tej odległości; pulsował w światłach parkietu jak serce oddzielone od ciała.
– Uważam, że dzisiaj wieczorem DJ Nietoperz wykonuje świetną robotę. Zgadasz się ze mną?
Clary przewróciła oczami. Simon nienawidził transowej muzyki. Nic nie odpowiedziała, ponieważ całą uwagę skupiła na dziewczynie w białej sukni. W półmroku, w kłębach dymu i sztucznej mgły jej jasna suknia świeciła jak latarnia morska. Nic dziwnego, że niebieskowłosy szedł za nią jak zaczarowany i niczego więcej nie dostrzegał… nawet dwóch ciemnych postaci depczących mu po piętach, kiedy lawirował przez tłum.
Clary przestała tańczyć. Zauważyła, że tamci dwaj to wysocy chłopcy w czarnych ubraniach. Nie umiałaby powiedzieć, skąd wie, że śledzą niebieskowłosego, ale była tego pewna. Widziała, jak za nim idą, ostrożnie, czujnie, z gracją. W jej piersi zaczął pączkować nieokreślony lęk.
– I chciałbym jeszcze dodać, że ostatnio bawię się w transwestytyzm i sypiam z twoją matką. Uznałem, że powinnaś o tym wiedzieć.
Dziewczyna dotarła do drzwi z napisem „Wstęp wzbroniony” i skinęła na niebieskowłosego. Oboje wśliznęli się do środka. Clary już to widywała, pary wymykające się w ciemne zakamarki klubu, żeby się obściskiwać, ale teraz sytuacja była o tyle dziwna, że tę dwójkę śledzono.
Stanęła na palcach, próbując coś dojrzeć ponad tłumem. Dwaj ubrani na czarno chłopcy stali przed zamkniętymi drzwiami i najwyraźniej się ze sobą naradzali. Jeden z nich miał jasne włosy, drugi ciemne. Blondyn sięgnął pod kurtkę i wyjął coś długiego i ostrego. Przedmiot zalśnił w stroboskopowych światłach. Nóż.
– Simon! – krzyknęła Clary, chwytając przyjaciela za ramię.
– Co? – Simon zrobił przestraszoną minę. – Wcale nie sypiam z twoją mamą. Ja tylko próbowałem zwrócić twoją uwagę. Co prawda, Jocelyn jest atrakcyjną kobietą, jak na swoje lata…
– Widzisz tamtych typków? – Pokazując ręką, Clary omal nie uderzyła niechcący czarnej dziewczyny, która tańczyła obok nich. Widząc jej wściekłe spojrzenie, rzuciła pospiesznie: – Przepraszam! Przepraszam! – Odwróciła się z powrotem do Simona. – Widzisz tamtych dwóch facetów przy drzwiach?
Simon zmrużył oczy i wzruszył ramionami.
– Nic nie widzę.
– Jest ich dwóch. Śledzą chłopaka z niebieskimi włosami…
– Tego, który wpadł ci w oko?
– Tak, ale nie o to chodzi. Blondyn wyjął nóż.
– Jesteś pewna? – Simon wytężył wzrok, ale po chwili pokręcił głową. – Nadal nikogo nie widzę.
– Jestem pewna.
Simon wyprostował się i rzucił zdecydowanym tonem:
– Sprowadzę kogoś z ochrony. Ty tutaj zostań.
I ruszył do wyjścia, przepychając się przez tłum.
Clary odwróciła się w samą porę, by zobaczyć, że blondyn wchodzi do pomieszczenia z drzwiami opatrzonymi napisem „Wstęp wzbroniony”, a jego towarzysz idzie za nim. Rozejrzała się. Simon nadal torował sobie drogę przez parkiet, ale nie posunął się zbyt daleko do przodu. Nawet gdyby teraz krzyknęła, nikt by jej nie usłyszał, a zanim przybędzie ochrona, może stać się coś strasznego. Clary przygryzła wargę i zaczęła przeciskać się przez mrowie tańczących.

---------------------------------------------------------------

Tak oto prezentuje się kolejna część Miasta Kości. Mam nadzieje, że wam się podoba.

Kolejna część pojawi się w niedzielę.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego